MARYJA!

Przyobleczeni w szaty Jezusa
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE
Termomodernizacja

Przyobleczeni w szaty Jezusa

Trzykrotnym Zdrowaś Maryjo... o. Mirosław Kopczewski - wikariusz niepokalanowskiego klasztoru, w sobotę, 6 lipca, rozpoczął spotkanie Oddaj się Maryi w Niepokalanowie. Jak zawsze, tak i w tym dniu można było oddać się Niepokalanej według duchowości św. Maksymiliana i zostać rycerzem Niepokalanej (MI).

Konferencję wprowadzającą w tematykę zawierzenia wygłosił o. Michał Chaciński - franciszkanin. W konferencji nawiązał do objawień maryjnych w XX w., do proroczej wizji św. Ludwika Marii Grignion de Montfort‎a, a także do przykładu oddania się Niepokalanej, jaki zostawił św. Maksymilian. Prelegent zachęcił nieustannej więzi z Maryją, do korzystania z łask płynących z sakramentów świętych oraz do ciągłego nawracania się. "Nie pertraktujmy z Matką Boża, oddajmy się Jej, by być do Jej dyspozycji" - mówił o. Michał.

Wikariusz klasztoru podczas kazania przypomniał, że "przybywamy do Niepokalanowa, by pogłębić, odnowić lub po raz pierwszy zawierzyć siebie i wszystkie swoje sprawy Niepokalanej. Mistrzem zawierzenia jest św. Maksymilian M. Kolbe, który oddał Jej wszystko..., a nawet wieczność całą". Innym mistrzem zawierzenia Niepokalanej, na którego wskazał Ojciec Wikariusz, jest św. Ludwik Grignion de Montford.

Próbując przybliżyć wartość i znaczenie oddania się Matce Bożej, kaznodzieja porównał je do człowieka, którego Maryja ubiera w czyste szaty Jezusa. Dzięki temu człowiek jest przyobleczony w cnoty tak, że kiedy Bóg patrzy na człowieka trwającego w zawierzeniu, widzi swego Syna, Jezusa. Jednak, jak wyjaśnił o . Mirosław, w zawierzeniu nie tyle chodzi o "załatwienie naszych spraw", co przede wszystkim o przemianę człowieka, polegającą na tym, że umiera stary, grzeszny, a rodzi się nowy - na wzór Chrystusa. "Nie możemy zostać starymi ludźmi - mówił o. Mirosław - musimy w rękach Maryi stać się nowymi". Maryja jako Niepokalana jest już nowym stworzeniem, dlatego Jej się oddanie daje moc do takiej przemiany - wyjaśniał Ojciec Wikariusz.

Zawierzenie nie jest też działaniem automatycznym czy magicznym. Jak wyjaśniał o. Kopczewski, "czasami potrzeba czasu, by zobaczyć owoce oddania... Czasem trwa to wiele lat. Pan Bóg jest nieograniczony w swoim działaniu, a Maryja jest nam dana przez Boga, by nas Ona odrodziła duchowo, dla Boga, byśmy stali się narodzonymi z Ducha Świętego, by Duch Święty nas prowadził. Maryja to czyni, Ona nieustannie wstawia się za nami" i do walczy o życie wieczne dla każdego człowieka. "Dla Niej nie ma przegranej sytuacji. Ona wie, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych" - przypomniał kaznodzieja.

Dlatego proces zawierzenia nigdy się nie kończy i wymaga od człowieka podjęcia współpracy z Bogiem, gdyż "On niczego nie czyni na siłę, nigdy nie łamie naszej wolnej woli" - zapewniał o. Mirosław.

Na koniec Ojciec Wikariusz przypomniał, że zawierzenie jest przede wszystkim wejściem w relację z Bogiem jako Ojcem, w relację miłości i budowaniem swego życia na skale, którą jest Chrystus, "a nie na ludziach. Maryja jest Tą, która tego nas uczy i prowadzi po tej drodze" - podsumował swoją refleksję o. Mirosław.

Tuż przed Mszą św. kilka osób podzieliło się swoim doświadczeniem otrzymanych łask od Boga za wstawiennictwem Matki Bożej Niepokalanej.

"Wierzyłem..., ale tylko wtedy, kiedy ta wiara była mi potrzebna i wygodna" - takie wyznanie można było usłyszeć w wygłoszonym pierwszym świadectwie. "Kiedy zmarła moja mama - kontynuował mówca - to był moment mojego nawrócenia. W tamtym okresie okazało się, że nie umiałem się modlić, a bardzo chciałem pomodlić się za zmarłą mamę... Będąc na wakacjach, wyspowiadałem się, bo chciałem, aby moja modlitwa była bardziej czysta. Jednak spowiadałem się »na raty« - trochę powiedziałem w jednym konfesjonale, coś innego w drugim. Wiedziałem, że to nie było dobre, dlatego w końcu umówiłem się na spowiedź generalną. Chciałem dobrze się wyspowiadać. Po tej spowiedzi zalałem się łzami. Nawracałem się przez Różaniec - to święta modlitwa, która kruszy mury. Chciałem za zmarłą mamę odmówić Nowennę Pompejańską. Codziennie rano wstawałem wcześniej, nie było łatwo, ale udało się. To była duchowa walka. Modlitwa różańcowa kruszy mury. Poprzez tę nowennę chciałem wyprosić dla mamy łaskę nieba, a paradoksalnie również i ja się nawróciłem. Cieszę się z tego, że nadszedł dzień, gdy zacząłem mieć relację z Jezusem, że mogę Mu każdego dnia powiedzieć, że Go kocham. Moja droga do Niego wiodła przez Maryję, ale w pewnym momencie Maryja tak mnie rozkochała w Jezusie, że nawet nie zauważyłem, kiedy to się stało".

Następnie swoim świadectwem podzieliła się pani z Gdańska. "Pochodzę z rodziny katolickiej. Mój tato Zbigniew Kuchta był kierowcą ks. Henryka Jankowskiego. Był planowany zamach na tego kapłana, ale zamach się nie udał. Zamiast kapłana zginął mój tato i moja siostra. Tato przekazał nam silną wiarę. Moi rodzice mieli trzy córki i bardzo chcieli mieć syna. Pojechali do Matki Bożej Częstochowskiej i tam modlili się. Urodził się mój brat 3 maja, w święto Królowej Polski. Przez prawie 9 lat mieszkałam w Wielkiej Brytanii. Pan Jezus postawił na mojej drodze niesakramentalne małżeństwo polsko-pakistańskie. Okazało się, że mąż tej kobiety, Nil, był bardzo chory na raka i zostało mu tylko 3 miesiące życia. Był on muzułmaninem, ale nie praktykował swojej wiary. Przez miesiące choroby modliliśmy się za Nila i za Małgosię. Towarzyszyłam odchodzeniu tej osoby. Modliłam się, prosiłam innych o modlitwę. Przyprowadziłam do niego również kapłana. W pewnym momencie Nil kupił katolicką Biblię i zaczął ją czytać. Wielbiłam Boga za to, że spotkałam tych ludzi. Nil umarł w godzinie miłosierdzia, ale przed śmiercią został ochrzczony i otrzymał imię Maria".

Kolejna pani ze Szczecina mówiła świadectwo dotyczące całego jej życia. "Gdy byłam w łonie mojej mamy, mama była w poprawczaku w Bydgoszczy, w Koronowie. Nie znam swojego taty. Byłam wychowana przez babcię, nie doś-wiadczyłam miłości mamy i taty. Ale widzę, że Bóg cały czas, całe życie się o mnie troszczy. Urodziłam się 1 listopada. Nikt z mojej rodziny nie jest wierzącą osobą, każdy był w więzieniu, wiele osób zażywało narkotyki, nie było też w mojej rodzinie rodziny sakramentalnej. A jednak, nie wiem dlaczego, Matka Boża wybrała mnie, by przerwać to zło. Ja mam sakramentalną rodzinę. Mam męża, którego wyprosiłam podczas pielgrzymki na Jasną Górę, a który urodził się 8 grudnia. Mam czwórkę dzieci. W mojej rodzinie od kilku pokoleń dziewczynki umierały podczas ciąży albo zaraz przy porodzie. Moja ciąża, gdy oczekiwałam na poród dziewczynki, była zagrożona. Pół roku leżałam w szpitalu. Całą ciążę odmawiałam Różaniec, oddałam dziecko Matce Bożej. Chłopców rodziłam szybko, bo w ciągu 45 minut, zaś dziewczynkę pond 5 godzin i w końcu postanowiono wykonać cesarskie cięcie. Po porodzie lekarz zapytał, czy jestem osobą wierzącą, gdyż mojej dziecko miało wokół szyi zawiniętą pętlę, tak jak u wisielców, z pępowiny. Lekarz kazał mi podziękować Bogu, gdyż gdyby dziecko rodziło się w sposób naturalny, urodziło by się martwe. Moje dziecko urodziło się 7 października, w dzień Marki Bożej Różań-cowej. Cały mój dom jest oddany Matce Bożej i ciągle doświadczamy cudów i Bożej opieki".

"Chciałabym podziękować Matce Bożej za otrzymaną łaskę – mówiła kolejna pani. - Mój syn ma obecnie 33 lata. Urodził się pośladkowo z zamartwicą 2 stopnia. Ze szpitala był wypisany z diagnozą, że będzie dzieckiem upośledzonym, będzie karłem i będzie miał padaczkę. Miałam wiarę i zaufanie do Matki Bożej. Gdy Łukasz miał 2 latka, poszłam z nim na Jasną Górę. Miałam zły wózek, z którym trudno było dojść. Poprosiłam Maryję, że jeśli kółka od wózka nie odpadną, to diagnoza lekarska się nie sprawdzi. Doszłam, a następnego dnia koła od wózka odpadły. Mój syn z grona tysięcy dzieci został wylosowany do programu ogólnopolskiego i podawania leków na karłowatość. Leczenie było darmowe, gdyż było dofinansowywane. Podczas leczenia hormonem wzrostu zapytałam lekarza, czy moje dziecko będzie rosnąć, a on odpowiedział mi, że jeśli komuś odetniemy rękę, to ona nie zacznie rosnąć od nowa. To było bardzo obrazowa diagnoza. Jednak w duchu wiedziałam, że u Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Obecnie syn ma 33 lata i 168cm wzrostu. Po badaniach ma zdiagnozowaną karłowatość, jednak karłem nie jest. Jak widać, trzeba we wszystkim i zawsze pokładać nadzieję w Panu Bogu".

Po Mszy św. o. Dariusz Myszk, poprowadził nabożeństwo wynagradzające Niepokalanemu Sercu NMP. Na zakończenie nabożeństwa Niepokalanemu Sercu Maryi zawierzono w sposób szczególny wszystkie media i ośrodki odpowiedzialne za środki masowego przekazu.

Podczas tego pierwszosobotniego spotkania do MI wstąpiło ponad 70 osób.

Po południu, po poczęstunku, konferencję wygłosiła Monika Wawrzaszek-Figiela - psycholog z Warszawy, która mówiła o manipulacji w mediach i w kulturze.

Zapraszamy na kolejne spotkanie w sobotę, 3 sierpnia 2019 r.

Teresa Michałek

PRZECZYTAJ TAKŻE

DZIAŁALNOŚĆ
WYDAWNICZA